Jakkolwiek się to dokona, drogą wojny domowej, czy aktem zbrojnej interwencji – Rosja może oderwać spory kawałek Ukrainy. Jedynym wyjściem w razie najgorszego scenariusza jest długotrwała wojna partyzancka przy wydatnym wsparciu z zagranicy. Jednak czy to realne, zważywszy na reakcje Zachodu? Jak Rosję mogą powstrzymać przed interwencją trudne do określenia groźby słowne, które nie mają poważniejszych skutków?

W takim razie na co może liczyć Ukraina? W dużym stopniu na zaangażowanie dyplomatyczne Polski oraz Niemiec, które podobnie jak Warszawa nie chcą zbyt mocnego wzmocnienia Moskwy. Problem tylko w tym, że Władimir Putin z ogromnym sukcesem wykorzystuje nie tylko słabość Kijowa, ale znaczącą pozostałość po drugiej wojnie światowej – jest nią broń nuklearna.

Tak naprawdę zakończenie rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi Ameryki i Związkiem Radzieckim w 1991 roku, wcale nie oznaczało porzucenia przez tego drugiego próby odzyskania swojego supermocarstwowego statusu. Obecnie bliska zagranica wokół Rosji jest narażona na jej szantaż i atak, a to może oznaczać restytucję imperium. Bo czy Ameryka zareaguje zbrojnie przeciwko Kremlowi jeśli ten podważy suwerenność jakiegoś państwa? To niemożliwe. Atak oznaczałby wojnę na ogromną skalę z użyciem broni jądrowej.

Kiedyś istniała koncepcja tak zwanej wojny ograniczonej, której zamysły zakładały atak militarny o mniejszej skali z użyciem mniejszych pocisków jądrowych lub bez. W czasie całej zimnej wojny obie strony konfliktu zastanawiały się na tym, gorzej z wykonaniem i możliwością uniknięcia apokalipsy. Dlatego Zachód boi się bardzo poważnie zatargów z Rosją i woli poświęcić mniejsze państwa za cenę własnego spokoju. Moskwa ryzykuje tylko poważnym wzmocnieniem nacjonalizmu rosyjskiego na wschodniej Ukrainie. Poważnym skutkiem takiego działania może być poruszenie nacjonalizmów na własnym wieloetnicznym terytorium Federacji. Józef Piłsudski mawiał, że Rosja może się rozpaść na szwach narodowościowych. Tą drogą podobnie upadł Związek Radziecki.

Wróćmy do obecnych realiów. W takich okolicznościach brak wsparcia Zachodu, czyli NATO i UE dla Polski, Ukrainy, Litwy i Łotwy oraz Estonii z powodu nie chęci wobec możliwości konfrontacji oznacza, że jesteśmy zdani na siebie. Niemcy zawsze potrafiły się z Kremlem dogadać ponad głowami innych. Tak naprawdę bolesna historia rozbiorów przez lata od 1772 roku do czasów obecnych, miała zmienne oblicze, ale zawsze chodziło o panowanie człowieka nad człowiekiem. I dzisiaj, kiedy trwa nuklearny klincz, ta strategia znów może wrócić do łask, gdy mocarstwa nie chcą ze sobą walczyć, lecz dzielić łupy i strefy wpływów.

Przypomina mi się 1382 rok i lata następne. Wielkie Księstwo Litewskie zawisło wtedy na krawędzi utraty suwerenności. Z jednej strony napierane przez Moskwę, która po zwycięstwie na Kulikowym Polu nabierała znaczenia, niwecząc Litwie pierwszeństwo do wszystkich ziem ruskich. I to mimo późniejszego, skutecznego najazdu odwetowego Tatarów Tochtymysza. A z drugiej strony państwo Krzyżaków – niemieckich rycerzy zakonnych – tak skutecznie ciążyło Litwie, że w tamtym momencie ten kraj prawie wpadł w zależność od Malborka.